Innowacyjny start

logo małopolska innowacyjna

Ludzie

Co w trzcinie piszczy?

Wywiad z Bronisławem Burkiewiczem - założycielem i właścicielem firmy Agro – Partner i Jackiem Marcinowskim - absolwentem Politechniki Krakowskiej, współpracującym z Agro – Partner


Dr Bronisław Burkiewicz jest założycielem i właścicielem firmy Agro – Partner powstałej w 1990r. Agro – Partner obecnie ma swoją siedzibę w miejscowości Głogoczów. Firma specjalizuje sie w produkcji sprzętu i technologii stosowanych między innymi przy pielęgnacji terenów zielonych, dróg i autostrad, sadownictwie, ogrodnictwie oraz zbiorze trzciny i wikliny. Mottem firmy jest profesjonalna analiza potrzeb klientów i dobranie rozwiązania, które sprawi, że żaden klient nie dokona przypadkowego zakupu. Dzięki współpracy Bronisława Burkiewicza ze studentem Jackiem Marcinowskim powstała innowacyjna maszyna o nazwie snopowiązałka BCS 622 obecnie produkowana przez firmę Agro – Partner. Bronisław Burkiewicz w udzielonym nam wywiadzie wyjaśnia skąd wzięła się potrzeba podjęcia pracy nad stworzeniem nowego urządzenia, jak doszło do kooperacji ze studentem Politechniki Krakowskiej Jackiem Marcinowskim oraz jaki wpływ na rozwój firmy miało powstanie nowej maszyny.

Katarzyna Baran, Anna Michalewicz: Skąd wzięło się zapotrzebowanie na produkcję maszyny takiej jak snopowiązałka BCS 622?
Bronisław Burkiewicz: Rynek. Dawniej w górach zbierano zboże, rolnicy, którzy byli użytkownikami zaczęli się zastanawiać jak tę pracę usprawnić, sprawić by stała się ona bardziej efektywna. Rolnicy to ludzie którzy myślą innowacyjnie bo myślą z czego można żyć. Mechanizacja zbioru uległa procesowi eliminacji prostych czynników. Rolnicy byli niezadowoleni i to sprawiło, że stali się innowatorami. Kierowali się racjonalizmem. Z czasem do firmy zaczęli zgłaszać się ludzie, którzy pytali o maszynę Olimpia – jest to włoska maszyna do zbioru trzciny, którą głownie eksportowali do Holandii, Dani – są to kraje gdzie trzciny jest bardzo dużo. To zapotrzebowanie rynku zmusiło nas do poszukiwania rozwiązań, które sprostają jego oczekiwaniom. Wraz z grupą trzciniarzy zastanawialiśmy się jak przekształcić maszynę do zbioru zbóż, które mają nawet 3 metry, w maszynę do zbioru trzciny, która ma 1 metr. Prowadziliśmy wiele analiz i testów. Partnerzy byli bardzo zadowoleni, kierowały nami kategorie użytkowe. Udało się, powstała snopowiązałka BCS 622.

Jak to się stało, że snopowiązałka stała się przedmiotem pracy Pana Jacka Marcinowskiego?

B.B.: Był to czysty przypadek. Jest to smutne i symptomatyczne, bo zarówno takie maszyny jak i wszelkie tego typu innowacje powinny powstawać metodycznie. Uczelnie nie są tym w ogóle zainteresowane. Mam taką zasadę, że jak ktoś się do mnie zwraca to zawsze chcę się z nim spotkać, poznać, porozmawiać. Pan Jacek złożył do mojej firmy CV. Na jego podstawie stwierdziłem, że albo ma bardzo duże umiejętności albo jest szaleńcem. Okazało się, że jest bardzo zdolny. Jedynym jego problem było to, że miał bardzo dużą wiedzę teoretyczną jednak nie posiadał praktyki, nie wiedział czy to co stworzy będzie do końca działało. Pan Jacek tworzył rysunki, które były podstawą do naszej pracy. Można go nazwać konstruktorem. Ja dałem pomysł, innowacja musi wyjść od idei! Później podjęto dyskusję z promotorami czy proces powstawania tej maszyny może stać się przedmiotem pracy magisterskiej Pana Jacka Marcinowskiego. Wielu promotorów Politechniki Krakowskiej nie chciało rozpocząć współpracy. Bardzo chciałem to połączyć, bo chodziło tu o wiedzę praktyczną, innowację autentyczną, potrzebną i co najważniejsze użytkową. Analiza stworzona przez Pana Marcinowskiego była bardzo dokładna, została doceniona przez wielu włoskich inżynierów. Przystosował ją zmieniając system nagarniania snopów. Ponadto praca Pana Jacka dała początek sześciu egzemplarzom maszyny: 3 maszyny są w Hiszpanii, 1 w Chorwacji, 1 na polskim rynku, jedna została u nas – jest w trakcie modernizacji.

Czy wprowadzona zmiana technologiczna miała wpływ na rozwój Pańskiej firmy?

B.B.: Na razie nie. Ta zmiana buduje prestiż, ale jest marginesem. Jaki stosunek ma przychód w wysokości 200 tysięcy złotych z maszyny, która wymagała dużych nakładów inwestycyjnych do 5 milionów złotych z pozostałej sprzedaży? Ubiegaliśmy się o środki unijne, jest to bardzo żmudne i wręcz nieosiągalne. Fundusze na pokrycie kosztów powstania maszyny pochodziły z moich prywatnych środków. Od 2008 roku wydałem 300 tysięcy złotych, wróciło 200 tysięcy, 100 tysięcy gdzieś się ulatnia. To bardzo zniechęcające, nie można ściągać na badania i prototypy ze środków obrotowych, a udział własnych środków musi być znaczący, po drugie żaden bank nie da kredytu na coś na co nie ma gwarancji. Nie wspominając już o personalnym zaangażowaniu.

Czy uważa Pan, że współpraca biznesu z nauką jest potrzebna?

B.B.: Wszystko zależy od tego czy chodzi o współpracę biznesu z nauką czy nauki z biznesem. Moim zdaniem potrzebna jest tutaj zmiana systemowa, zmiana ustroju. Współpraca musi istnieć, ale uczelnia musi działać jak firma, która produkuje i dzięki temu ma środki na utrzymanie. Uczelnie mają wiele środków na wykonywanie misji, na wychowywanie ale nie ma to żadnej przydatności. Inżynierom muszą zostać nadane role, musi nastąpić kalkulacja pojedynczych ludzi, budowanie ich własnych ścieżek. Niestety w całym tym procesie nie ma przymusu i tu jest problem. Uczelnie nie mają żadnych przychodów z tego tytułu.

Czy maszyna jest chroniona prawem własności intelektualnej?
B.B.: Jeśli chodzi o patent to go nie mamy. Wynika to z naszej strategii. Uzyskanie patentu jest bardzo trudne. W takiej firmie jak moja jest to kosztowne i po stronie czasu długotrwałe. Z punktu widzenia tego gdzie sprzedajemy nasze maszyny istotny byłby patent europejski, który jest bardzo drogi. Niestety czynnikiem najbardziej zniechęcającym jest łatwość skopiowania. Kto się na tym zna ten wie, że biuletyn patentowy jest źródłem opisu rzeczy innowacyjnych, tam są gotowe rozwiązania. Sprawia to, że nasz wysiłek idzie na marne.

Jakie są Pana główne osiągnięcia, nagrody?
B.B.: Na całej ścieżce zawodowej było tego sporo, między innymi otrzymałem nagrody z Ministerstwa Edukacji. W przypadku snopowiązałki BCS 622 największą nagrodą jest dla mnie to, że jest to jedyna taka maszyna w Europie. Nie bierzemy udziału w rankingach, dla nas prestiż nie jest ważny. Jesteśmy 27 letnią rodziną firmą i ta znamienność nie jest obchodzona.

Wywiad z Jackiem Marcinowskim absolwentem Politechniki Krakowskiej
Mgr Jacek Marcinowski to absolwent Politechniki Krakowskiej im. T. Kościuszki Wydziału Mechanicznego kierunku Mechanika i Budowa Maszyn. Tematem jego pracy magisterskiej była analiza zmiany wymiarów naganiaczy zespołu kosząco – wiążącego do zbioru wikliny. We współpracy z firmą Agro – Partner opracował dokładną analizę procesu powstawania snopowiązałki BCS 622, która jest doceniania przez między innymi włoskich inżynierów współpracujących z firmą Agro – Partner. W udzielonym nam wywiadzie opowiada o tym jak to się stało, że podjął współpracę z Agro – Partner, na czym jego zdaniem polega innowacyjność Snopowiązałki BCS 622 oraz jak ocenia on z własnego doświadczenia współpracę biznesu z nauką.

Jak to się stało, że znalazł się Pan w firmie Agro – Partner?
J.M.: O samej firmie dowiedziałem się na studiach. Już wtedy robiłem wiele zleceń, powoli nabierałem doświadczenia. Pracowałem głownie dla architektów, jednak dla kogoś kto interesuje sie mechaniką i projektowaniem maszyn nie było to coś co by spełniało do końca oczekiwania. Znalazłem ogłoszenie firmy Agro – Partner w którym zamieszczono informację, że poszukują mechanika. Pomyślałem, że praca manualna to dobra propozycja dla studenta nie posiadającego konkretnego doświadczenia w zawodzie. Po rozmowie kwalifikacyjnej okazało się, że szef nie chciał żebym pracował na stanowisku mechanika a mam pomóc mu przy projekcie, o którego realizacji już dawno marzył. Później doszliśmy do wniosku, że byłby to także dobry temat do pracy magisterskiej.

Pan Burkiewicz był pomysłodawcą a Pan konstruktorem?
J.M.: Można tak powiedzieć – precyzując, ja jestem autorem konstrukcji nośnej oraz kształtu nagarniaczy. Oczywiście spora część maszyny zbudowana jest z gotowych podzespołów. Nie sposób nie wspomnieć tutaj o pracy projektowej, jaką wykonał właściciel firmy, zanim zacząłem dla niego pracować. Pan Bronisław prowadził w tamtym czasie wiele badań, które w znaczący sposób wspomagały moje analizy.

Jak ocenia Pan zaangażowanie ze strony uczelni przy pisaniu przez Pana pracy i na czym Pana zdaniem polega innowacyjność Snopowiązałki BCS 622?
J.M.:
Na samym początku nie było oczywiste kto może zostać moim promotorem. Długo się nad tym zastanawialiśmy ponieważ po pierwsze była to praca, która rozwiązywała problem praktyczny a po drugie była to maszyna rolnicza. Zbiór wikliny w znacznym stopniu zależy od stanu i charakteru plantacji. Duże znaczenie ma tutaj odmiana wikliny oraz to czy plantacja jest czysta czy zakwaszona. Maszyny mają to do siebie, że są dziwnych kształtów, uwarunkowane jest to terenem w jakim muszą pracować, a także funkcjami, które muszą spełniać. Dla laika jest to nieoczywiste zagadnienie. W przypadku maszyn do zbioru wikliny nie ma seryjnej produkcji jej podzespołów. Istnieje kilka prototypów, w tym Wikomy. Jest to jednak bardzo droga maszyna, która z upływem czasu okazała się niefunkcjonalna. Maszyna podpięta była na przyczepie, przez co była obciążona. Należy przy tym wiedzieć, że wiklinę zbiera sie na podmokłym terenie. Wszystkie te okoliczności powodowały, że maszyna się zatapiała i traciła podsterowność. Ponadto w sytuacji gdy decydowano się na zbiór wikliny w zimie gdy grunt był zamarznięty, pneumatyka też zamarzała. Snopowiązałka BCS 622 jest jedyną maszyną na rynku, która radzi sobie z tym z czym inżynierowie Wikomy zmagają się od lat.

Na podstawie własnego doświadczenia, jakie widzi Pan zalety współpracy nauki z biznesem?
J.M.: Z mojej perspektywy jako studenta to oczywiście nabywanie wiedzy praktycznej. Poszukiwanie związku między projektowaniem, pracą na narzędziach a zagadnieniami praktycznymi. W końcu skonfrontowanie analitycznego myślenia z realnym problemem. Jeśli chodzi o firmę to na pewno uzyskanie zbioru narzędzi, które pozwoliły skuteczniej działać. Dla uczelni z kolei jako podmiotu współpracującego mogę stać się nie tyle źródłem informacji co inspiracji do tego czym warto się zająć i jakie obrać kierunki myślenia. Moim zdaniem istotną kwestią jest tutaj to czy uczelnie są gotowe i chętne do tego aby zaangażować się w projekty nowo – przemysłowe. Wiele uczelni nie chce współpracować ze względu na to, że muszą ponieść w związku z tym jakieś koszty. Sporej części profesorów natomiast, po prostu nie chce się już uczestniczyć w takich przedsięwzięciach, ponieważ wymaga to od nich jakiegoś własnego zaangażowania, a nie tylko podpisu w odpowiednim miejscu.


Rozmawiały Katarzyna Baran oraz Anna Michalewicz, studentki kierunku Gospodarka i Administracja Publiczna Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.