AGD dzisiaj...

Lata 50. w Stanach Zjednoczonych to chwila, w której następuje rewolucja w projektowaniu artykułów gospodarstwa domowego. Spędzając ¼ tygodnia w kuchni, każda matka i żona marzyła o usprawnieniu wszystkich czynności wykonywanych w domu. Dodatkową kwestią była polepszająca się sytuacja finansowa rodzin, większość z nich mogła sobie pierwszy raz pozwolić na nowe urządzenia, co wpłynęło na rozwój rynku i coraz bardziej zaawansowane projekty.

Dzisiaj pionierzy rynku narzucają bardzo duże tempo powstawania innowacyjnych rozwiązań, kiedyś nie do pomyślenia byłoby „rozmawianie” z pralką, zdalne sterowanie kuchenką, wkrótce nasze domy będą dosłownie cytując Le Corbusiera „maszyną do mieszkania”. Projektant ma tu bardzo trudną rolę, musi na tyle użyć wyobraźni do wyprzedzenia trendów, aby wdrożony do produkcji produkt nie był passé gdy trafi na półkę sklepową.

Jako projektantki Wydziału Form Przemysłowych krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych prezentujemy swoje projekty zrealizowane w Pracowni Rozwoju Nowego Produktu, pod okiem dr hab. Marka Liskiewicza.

Rynek AGD to bardzo prężny biznes. Producenci prześcigają sie w tworzeniu coraz bardziej rozbudowanych funkcji i faszerują odkurzacze dłuższymi kablami, mniejszą ilością decybeli, filtrami wyłapującymi najdrobniejsze cząsteczki kurzu. Przy całym tym zamieszaniu z parametrami technicznymi, forma pozostaje ta sama lub prawie jednakowa, a wraz z nią problemy użytkownika, związane z korzystaniem z odkurzacza. Również przekaz, który podświadomie generuje w stronę potencjalnego użytkownika każdy z dostępnych na rynku produktów, bardzo powoli i w niewielu przypadkach dąży do zobaczenia odkurzacza jako elementu wyposażenia wnętrza na równi z sofą czy dywanem. Stawia go – jako sprzęt sprzątający – w miejscu, z którego daleko mu do rangi części układanki, która ma do siebie pasować. Tymczasem, gdy „dotychczasowa ekonomia produktu skoncentrowana na wytwarzaniu dóbr o określonych cechach fizycznych ustępuje miejsca ekonomii znaczeń”, jasne staje się zobaczenie w nim nośnika wartości mniej mierzalnych i namacalnych, zdolnego do funkcjonowania w kulturze konsumenta.

Obserwując półki sklepowe, na których błyszczą się odkurzacze, można zauważyć kilka tendencji. Są odkurzacze, których wygląd jest na tyle racjonalny, ze komunikuje tylko swoją funkcję, epatują nią. Druga grupa to sprzęt, który ma sprawiać wrażenie maszyny do sprzątania, jego stylistyka odsyła do wyglądu robotów a elementy konstrukcyjne są wyeksponowane. Trudno znaleźć odkurzacz pasujący do mebli, zasłon i nowoczesnej plazmy. Może właśnie dlatego nie przywiązujemy się do nich jak do ulubionego kubka?

Klasyfikacja stosowana w branży dzieli odkurzacze na tradycyjne, pionowe, piorące automatyczne, centralne i przemysłowe. Najczęściej używane w gospodarstwach domowych odkurzacze tradycyjne są ciężkie, a co za tym idzie niewygodne w przenoszeniu, sprzątaniu schodów i półpięter. Uciążliwe jest również manewrowanie takim sprzętem, o wiele wygodniejsze w przypadku odkurzacza pionowego, który nie sprawdza sie jednak podczas czyszczenia różnorodnych powierzchni. To zadecydowało o tym, że „ 3.100” (czyt. ‘czysto’) jest połączeniem wielofunkcyjnego odkurzacza tradycyjnego i wygodnego w manewrowaniu odkurzacza pionowego i umożliwia odkurzanie w trzech pozycjach. Sprzęt przeciągany jest po podłodze (manewruje się poprzez pociąganie za rurę), przemieszczany jak walizka z użyciem wysuwanej rączki, dostępna jest również pozycja pionowa. Wydłużona bryła wyposażona w regulowaną, wysuwaną rączkę, pozwala na szybkie użycie sprzętu bez konieczności wyciągania i składania wszystkich elementów, które ulokowane są w przegrodzie znajdującej się pod klapą. Dzięki temu zabiegowi, po złożeniu, odkurzacz jest prostą, kompaktową bryłą, a funkcja zostaje częściowo ukryta. Przyjmuje charakter mebla, przeznaczenie jest nieoczywiste. Taki sposób kształtowania formy i scenariusza użytkowego związany jest z pojawieniem się nowego rodzaju użytkownika, który jest bardziej mobilny, często zmienia miejsce zamieszkania, sprząta nieregularnie, szybko.

Jedna z najważniejszych zasad wzornictwa mówi: forma podąża za funkcją. W 3.100 nie chodzi o ukrywanie funkcji ale o przedstawienie jej w innym świetle, przez pryzmat formy nadającej komunikat: odkurzanie również może być stylowe. W 3.100 funkcja zamiast przejawiać się w formie przedmiotu "objawia się" gdy przyjrzymy się dokładniej. Wąż i akcesoria schowane są pod klapą, rura w obudowie, szczotka wpasowuje się w bryłę i przez to staje się mniej widoczna. Odkurzacz komunikuje się z użytkownikiem za pośrednictwem dotykowego panelu sterowania, który w stanie spoczynku jest praktycznie niewidoczny. Pasuje do wnętrz a użytkownik dzięki wymiennym pokrowcom ma możliwość indywidualizacji i wybór.

Jakość urządzenia, które towarzyszy nam w codziennym życiu nie powinno mierzyć się tylko długością kabla, gęstością filtra czy ilością decybeli. O wiele ważniejsza jest wartość dodana, czyli w ostatecznym rozrachunku sympatia, jaką może budzić produkt.

Inny projekt Sabiny Knapczyk to „Maśniczka”, która jest urządzeniem umożliwiającym wyrób masła i innych smakołyków samodzielnie. Zaprojektowana w duchu polskiej tradycji, proponuje powrót do natury i prostoty. Dzięki proponowanemu napędowi oraz wymiennym przystawkom, maszynka umożliwia zrobienie w niej również lodów, drinków, mrożonych jogurtów, makaronów, kiełbasek, ciasta, szatkowanie warzyw, a także zmielenie mąki czy kawy. Jednym z ważnych założeń jest półautomatyczny sposób robienia masła w maszynce, który wymaga nadzoru użytkownika, angażując go przez to w proces powstawania jedzenia.

Tego typu sprzęt AGD jest produktem niszowym, jednakże trend, w jaki się wpisuje, jako jeden z najsilniejszych ostatniej dekady, wskazuje na powiększające się grono nabywców. Produkt skierowany jest do osób wyznających filozofię „slow”, chcących poprzez pewne rytuały, wnieść w swoje życie nieco spokoju i harmonii. Grupą docelową są także osoby dbające o zdrowy tryb życia, dla których ważne jest świadome odżywianie. Sterowanie odbywa się za pośrednictwem jednego wielofunkcyjnego przycisku/pokrętła. W wersji rozbudowanej do gałki mógłby dołączyć display, ukazujący prędkość i czas obrotów.
Projekt jest dostosowany do możliwości technologicznych firmy Zelmer.

Marta Osipczuk, Fettucia – urządzenie do wyrobu makaronu
Pozostając w temacie produktów niszowych, pojawia się projekt dedykowany miłośnikom makaronu, jednak nie tylko do wyrobu w domu, również w małej gastronomii. Z racji tego, że coraz większą uwagę przywiązujemy do tego co jemy i koniecznie chcemy wiedzieć „jak powstało” zrodził się pomysł urządzenia o dosyć nietypowej formie, co z jednej strony ma przykuwać uwagę ale również wynika to bezpośrednio z jego funkcji. Głównym celem było usprawnienie pracy podczas wyrobu makaronu poprzez scalenie elementów sprzętu oraz przechowywanie ich wewnątrz obudowy, co zapobiega zgubieniu. Forma nawiązuje do wstęgi, kojarzonej z tłoczonym bądź walcowanym ciastem makaronowym stąd nazwa „Fettuccia”. Jednym z założeń jest połączenie dwóch materiałów: tworzywa sztucznego i stali nierdzewnej co niewątpliwie wzmacnia konstrukcję. Urządzenie, mimo swoich stosunkowo niewielkich gabarytów, zawiera szereg elementów pozwalających na uzyskanie różnych kształtów makaronu. Urządzenie składa się z: silnika stałoprądowego- zmienne obroty, napęd przenoszony za pomocą sprzęgieł, pojemnika wraz z mieszadłem i podajnikiem ślimakowym, zestawu matryc i noży do tłoczenia przechowywanych wewnątrz urządzenia oraz walcarki. ¬Całość stanowi zestaw wykorzystywany w różnych konfiguracjach, zarówno w kuchni domowej jak i w punkcie małej gastronomii.

tekst: Sabina Knapczyk, Marta Osipczuk